Stanowisko Esperanto w Krynicy-Zdroju (od lewej): Peter Balaz, Mariusz Hebdzyński, Matthieu Desplantes, Dorota Rodzianko.

Artykuł o stoisku esperanckim zorganizowanym przez Europejską Unię Esperanta przy pomocy organizacji E@I podczas XXV Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju w dniach 8-10.09.2015
Czy „esperanto” to adres jakiejś strony internetowej? Martwy język? Czy może dialekt hiszpańskiego? – takie pytania padały czasem z ust osób odwiedzających stoisko esperantystów. Dlaczego esperanto jeszcze nie zwyciężyło? – zapytał z kolei znany polski europoseł Janusz Korwin-Mikke. Sam fakt, że pytania te cały czas wymagają wyjaśnień, podkreślił celowość naszej wizyty na forum już po raz dziesiąty.
Z naszych obserwacji, efektywne rozprzestrzenianie esperanta razem z jego ideami nie uda się w przyszłości, jeśli w umysłach ludzi nie zagnieździ się początkowo istniejąca gdzieś w tle świadomość samego faktu, że taki język istnieje. Jeśli natomiast napotyka się ludzi, którzy słyszeli już kiedyś o ruchu esperanckim, należy ich zapewnieni o jego dalszej działalności. Tacy zapytają raczej, czy esperanto jeszcze istnieje, bo przecież „kiedyś było modne, ale to już dawno temu”. Jak widać, rozpoznawalność naszego wspólnego języka u ludzi ze starszych pokoleń jest nadal, a teraz potrzeba by rozwinąć pojawiające się wciąż, chociaż cząstkowe zainteresowanie – szczególnie że oferta kursów esperanta na Uniwersytetach Trzeciego Wieku jest coraz bogatsza. Natomiast „rodzenie” i edukację nowych, młodych esperantystów należy niestety zacząć mozolnie od samego początku.
Podczas trwania Forum uwidocznił się także inny smutny fakt: problem językowy w Unii Europejskiej nadal nie został rozwiązany i nawet nie wydaje się zbytnio, że da się ten stan w niedługim czasie osiągnąć. W przypadku tego konkretnego forum nieprawdą jest, że z obcokrajowcami najprościej jest się porozumieć w języku angielskim. Duża liczba osób przybywających do Krynicy ze wschodniej i południowej Europy powoduje, że łatwiej jest się porozumieć po rosyjsku, który jest bez większego trudu rozpoznawalny przez wielu gości z dawnych krajów socjalistycznych, w tym przecież aż sześciu sąsiadów Polski. Inne ciekawe wrażenie pozostawiła otwierająca Forum debata między prezydentami Polski, Macedonii i Chorwacji, która musiała być tłumaczona na bieżąco na kilka języków i słuchana za pomocą słuchawek. Nawet kiedy pani prezydent Chorwacji przemawiała swoim płynnym, bezbłędnym angielskim, połowa publiczności potrzebowała mimo wszystko symultanicznego tłumaczenia, które pojawiało się zresztą dopiero z kilkusekundowym opóźnieniem. Można zapytać się, jakie grupy ludzi potrzebowałyby wspólnego języka bardziej pilnie niż politycy, przedsiębiorcy i działacze, a więc ci, którzy mają największy wpływ na dobre funkcjonowanie państw? A także kto, jeśli nie oni, ma lepszą okazję do używania i uczenia się języków obcych?
Po to, by zwrócić uwagę ludzi na te problemy językowe, stanowisko esperanckie zostało wyposażone w różne drobne prezenty: długopisy, naklejki, plakietki, torby, płyty DVD, biuletyny, ulotki informacyjne itp. Duża ilość tych gadżetów okazała się wystarczająco zachęcająca gości do podejścia do naszego stanowiska, tym bardziej, że stało ono tuż przy wejściu do budynku. W celu zrobienia dobrej reklamy, warto było pokazać uczestnikom forum, że esperantyści to nie jacyś staromodni bojownicy walczący na próżno o swoje idealistyczne zwycięstwo, lecz efektywni propagatorzy różnorodności językowej, wspierający również rzadziej uczone języki, jak na przykład słowacki (to akurat dzięki własnym projektom organizacji E@I).
Korzystna byłaby sytuacja, w której polityka językowa w Unii Europejskiej oderwałaby się od dzisiejszej nieoptymalnej formy przez wprowadzenie wspólnego języka, szczególnie po przybyciu kolejnych fal uchodźców, którzy dodadzą od siebie jeszcze jedną dużą porcję językowej i kulturowej różnorodności.
Jako wysłannik Polskiej Młodzieży Esperanckiej w pracy esperanckiego stoiska uczestniczył Mariusz Hebdzyński.